Select Page

Nowe szaty króla – Superprodukcja

Nowe szaty króla – Superprodukcja

Od ponad roku mam nieodparte wrażenie, że wszyscy bierzemy udział w największej w historii świata superinscenizacji tej pouczającej baśni Hansa Christiana Andersena. Bo czymże była cała kampania prezydencka w wykonaniu sztabu wyborczego poprzedniego prezydenta? Przecież to brawurowa adaptacja tej baśni z genialną rolą pierwszoplanową fantastycznego w tym kontekście Bronisława Komorowskiego. Rola życia, oscarowa rzec można. Te tłumy dworzan, kronikarzy z zaprzyjaźnionych redakcji, komediantów klepiących „króla” po plecach i zapewniających Go że jest fantastyczny, że lud Go kocha i w ogóle jest pięknie. No i sam odtwórca tytułowej roli – nagi, bez polotu, bez pomysłu ale zadowolony z siebie, pouczający tłumy, traktujący z góry swoich konkurentów… i nagle krzyk: „król jest nagi!” i przerażenie w oczach dworzan oraz gromki śmiech ulicy. Mieliśmy szczęście, bo to genialny scenarzysta i reżyser musieli zostać przesunięci na polski odcinek tej światowej inscenizacji dzieła Andersena.

Nieco inny charakter miała adaptacja w wydaniu brytyjskim. Tam, jak przystało na byłe mocarstwo i dumną monarchię – postać króla potraktowano szerzej. Dołożono też trochę typowego dla Nich humoru w postaci wyników sondaży czy Pythonowskiej roli byłego premiera – Davida Camerona.  Wszystko skończyło się – jak to w tej baśni – spektakularnym obnażeniem nagości brytyjskich elit i dodatkowo angielskim wyjściem… Z Unii Europejskiej.
Amerykanie poszli w stylu hollywoodzkim – a jakżeby inaczej. Był dramat, łzy, seks, przemoc, włamania na serwery, ruscy szpiedzy i seksowna dziewczyna w roli drugoplanowej. Ponadto przerysowane postacie, do tego stopnia, że moim zdaniem amerykański scenarzysta ryzykował, że wszystko się wyda, że ludzie zorientują się, że to tylko superprodukcja… ale nie, uwierzyli w Enigmę, Listę Schindlera to i w człowieka z komicznie przerysowaną grzywą uwierzyć musieli. To dotychczas inscenizacja z największym rozmachem a i recenzje z tego dzieła ciągle pojawiają się na całym świecie.
Była też próba premiery w Austrii, ale jak to bywa z Austriakami – wszystko pomylili i muszą powtórzyć. Wiemy z nieoficjalnych przecieków, że dość spektakularnie zapowiadają się w najbliższym czasie spektakle w Holandii, Francji i Niemczech. A potem generalny wielki finał ogólnoeuropejski – tu obawiam się jedynie, by nie przesadzić z efektami specjalnymi, zwłaszcza – jeśli zgodnie z pogłoskami – mają zostać obsłużone przez rosyjskich specjalistów.

Wszystko co napisałem powyżej to jedynie mój śmiech (tak wiem, poczucie humoru takie sobie) przez łzy… Dlatego, że świat współczesnych elit i ludzi władzy lepiej opisują bajki niż poważne analizy. Przecież całe to Pokolenie’68 trzymające władzę od pewnego czasu w naszej strefie cywilizacyjnej cierpi ewidentnie na syndrom Piotrusia Pana. Odkąd ich obłędna polityka wykorzeniania własnej cywilizacji zaczęła spotykać się z oporem społeczeństwa niezdolnego do oczekiwanego przez Nich aktu samobójstwa, zastosowali jedyny znany sobie środek zaradczy – wyparcie. Są jak moje dzieci gdy miały półtora roku: jak zakrywały oczy rękoma wydawało im się, że skoro one nie widzą – ich też nie widać. Otóż szanowni władcy zachodniego świata, drogie „elity”, mili dziennikarze, kochani komedianci – wyparta rzeczywistość jednak się dzieje. Dowody na to w ostatnich miesiącach są aż nadto wyraźne. Wy i tak zejdziecie już ze sceny. Tylko jeśli choć trochę się nie przebudzicie na koniec, po waszym świecie bajkowych inscenizacji może nadejść świat kina katastroficznego. A w tym nie bardzo chcę grać. Zwłaszcza – jak dotychczas roli statysty – bo wszyscy wiemy co z nimi tam się dzieje.

O autorze

Krzysztof Sietczyński

Katolik. Mąż. Ojciec. Polak.

Kategorie

Śledź nas

Napisz do nas

[email protected]