Select Page

Rządowe tłitapy – to już tylko parodia

Rządowe tłitapy – to już tylko parodia

W czasie kampanii wyborczej i tuż po niej spotkania rządu z ludźmi z Twittera były ciekawą propozycją, nowością na polskim rynku. W pewnym sensie też polityczną reklamą. Trzeba podkreślić słowo “były”. Co dziś zostało z tego?

Wczoraj odbyło się kolejne spotkanie z tego cyklu – tym razem z Ministrem Sportu. Na miejscu organizatorów zaprosiłbym przede wszystkim sportowych pasjonatów i dziennikarzy-amatorów których na Twitterze nie brakuje. Wszystko po to aby mogli w luźniejszej atmosferze porozmawiać z ludźmi z ministerstwa a także dziennikarzami zajmującymi się tym zawodowo.

Tymczasem zamiast sportowych pasjonatów zaproszono przede wszystkim (są dowody w postaci zdjęć) różnej maści rządowych klakierów i osoby z młodzieżówki PiSu. Tych, co to będą robić sobie zdjęcia z ministrem (tzw. selfie) i nie zadadzą żadnego niewygodnego pytania, bo to może tylko wzbudzić konsternację a po co to komu. A wyżerka i impreza z atrakcjami za rządowe (czyli moje) pieniądze zawsze jest miła. No i lepsze to niż zajmować się komunikacją w rządzie, która kuleje aż strach.

Nigdy nie twierdziłem, że tego typu spotkania nie są potrzebne (bo są) ale formuła i dobór osób budzi co najmniej zastanowienie a odbiór na Twitterze tejże imprezy zmienił się już w zwykłe politowanie. Pozwoliłem sobie zadać pytanie czy niektóre osoby wykupiły sobie abonament na imprezy rządowe.

Nie zazdroszczę nikomu bo nie ma czego. Bankiet jak bankiet. Nie będę ukrywał, że chętnie bym zadał kilka niewygodnych pytań pani Szydło oraz panom Waszczykowskiemu i Morawieckiemu. Moim zdaniem rząd nie zajmuje się rzeczami strategicznymi. Ale lepiej jest robić sobie głupie zdjęcia bo to przyjemniejsze. I z takimi ludźmi bezpieczniej się spotykać, prawda?

O autorze

Kategorie

Śledź nas

Napisz do nas

[email protected]