Select Page

Jak się woził Paweł Deresz – Migawka z 2002 roku

Jak się woził Paweł Deresz – Migawka z 2002 roku

„Deresz z prezydenckiej stajni

Migawka z życia rządzących feudałów i lokajów ich rodzin w randze oficerów Biura Ochrony Rządu.

Fakty

Wypadek. Warszawa, ul. Powązkowska, sobota 26 października 2002 r., piętnaście po drugiej po południu. Małym Peugeotem trójka studentów jedzie na ślub znajomych. Obok dużym BMW serii 5 jedzie 65-letni Paweł Deresz, członek zarządu Polskiej Agencji Informacyjnej, prywatnie mąż minister Jolanty Szymanek-Deresz, szefowej Kancelarii Prezydenta RP. Studenci jadą ostrożnie i
zgodnie z przepisami, Deresz ? pewnie nieostrożnie, bo powoduje dzwon. Peugeot zatrzymuje się, studenci rozpaczają nad rozbitym przodem i bokiem. BMW nie zatrzymuje się, chociaż kierowca musiał zauważyć, że spowodował wypadek. Peugeocik goni Beemwicę, dogania na następnym skrzyżowaniu, zmusza ją do zatrzymania się w zatoczce.

Polisa. Wymiana zdań. Młodzi wzywają policję. Policji się nie spieszy; patrol przyjeżdża koło szóstej. Sprawdza dokumenty samochodów biorących udział w wypadku. Paweł Deresz informuje, że jest mężem Jolanty, a Jolanta ? wiadomo. Samochód, którym jechał, należy do Kancelarii Prezydenta RP, a status takich samochodów ? też wiadomo… Mimo iż wiadomo, jest kłopot: Deresz nie ma polisy OC.

Po dwóch godzinach polisę przywożą oficerowie Biura Ochrony Rządu.

Wina. 7 listopada 2002 r. dochodzi do przesłuchania uczestników ? jak to mówią policjanci ? zdarzenia z 26 października. Nie mają wątpliwości, kto był winien spowodowania wypadku i dlatego 12 grudnia kierują sprawę do sądu grodzkiego z wnioskiem o ukaranie Pawła Deresza.

Chory. Deresz nie pojawia się na pięciu kolejnych rozprawach: albo nie odbiera wezwań, albo przysyła zwolnienia lekarskie, albo właśnie wyjechał do sanatorium, albo jego pełnomocnik ma pilny wyjazd zagraniczny. W potocznym języku sędziów nazywa się to graniem w chuja.

Kłamczuch. Tezę o graniu w chuja potwierdza przebieg zdarzeń na rozprawie 14 marca 2003 r. Deresza nie ma ? nie odebrał wezwania. Na polecenie sędziego protokolantka dzwoni do Deresza na komórkę, ten powiada, że nie ma go w sądzie, bo przebywa służbowo za granicą. Po przerwie oskarżyciel posiłkowy (ojciec kierowcy Peugeota) powiadamia sędziego, że dzwonił do PAI i
dowiedział się, że Deresz jest w pracy ? w Warszawie przy ul. Bagatela. Sędzia dzwoni do PAI na telefon stacjonarny agencji, sekretarka łączy go z Dereszem i po krótkiej rozmowie (chciałabym widzieć wtedy minę męża szefowej Kancelarii RP) sąd wyznacza kolejny termin rozprawy. Cierpliwości i pracowitości wymaga od sądu sądzenie członków rodzin panujących.

Zakaz. Trzy lata temu szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marek Siwiec, podwładny prezydenta, został zatrzymany przez policję pod Piotrkowem. Minister zasuwał Beemką dwa razy szybciej, niż pozwalały na to przepisy. Wybuchł skandal, bo gliny nawet nie ukarały Siwca mandatem. Ukarał go prezydent Kwaśniewski: wydał zakaz prowadzenia samochodów służbowych przez ?
na wszelki wypadek ? wszystkich pracowników Kancelarii.

Pytania i odpowiedzi

Pijany. Po wypadku spowodowanym przez Deresza policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Stołecznej Policji nie sprawdzili, czy kierowca BMW znajdował się pod wpływem alkoholu. Dlaczego? Rzecznik prasowy KSP komisarz mgr Marek Kubicki odpowiada, że zgodnie z przepisami tylko kierujący-uczestnik wypadku, w którym są zabici lub ranni, musi być poddany badaniu
stanu trzeźwości. Przy kolizjach (nie ma rannych ani zabitych) policja może nie badać, czy kierowcy są na bani, jeśli ich stan trzeźwości nie budzi wątpliwości.

Beemka. Gdy Paweł Deresz powodował dzwon, Jolanta Szymanek-Deresz przebywała poza Warszawą. Mąż wziął więc auto żonki, żeby sobie pojeździć, tak? Nie.

Ustaliłam, że szefową Kancelarii Prezydenta RP BORowiki wożą wprawdzie samochodem marki BMW, ale serii 7. Tymczasem w październikowym dzwonie brała udział Beemwica serii 5. Czyli Deresz-samiec jeździł innym samochodem niż ten przypisany Deresz-samicy, ale również należącym do Kancelarii, tak? Zgadza się.

Dysponent. Beema ? jak już ustaliliśmy ? należy do Kancelarii Prezydenta. Czy ktoś, kto nie jest pracownikiem Kancelarii (a Paweł Deresz ? co też ustaliliśmy ? nie jest), może jeździć takim samochodem? Jak to się ma do zakazu prezydenta sprzed 3 lat? Szefowa zespołu prasowego Kancelarii Prezydenta RP Teresa Grabczyńska odpowiedziała, że z samochodu służbowego
Kancelarii może korzystać każdy, kto ma prawo jazdy oraz „pozwolenie na prowadzenie samochodu”. Jakie pozwolenie? Kto je wydaje? Na jaki okres? Ta sama Grabczyńska odpowiada, że pozwolenie wydaje dyrektor Biura Administracyjno-Gospodarczego Kancelarii Prezydenta. A co do zakazu prezydenta, to przecież dotyczy tylko pracowników Kancelarii, logiczne więc,
że Deresza nie dotyczy.

Same pytania

Mężuś. Czy osoba niepracująca w Kancelarii Prezydenta RP może jeździć samochodem należącym do Kancelarii RP? Czy mąż np. pani Grabczyńskiej jeździ państwowymi samochodami z Kancelarii, kupionymi przez podatników, tylko dlatego, że ma w rodzinie dygnitarkę?

Kasa. Czy Deresz zapłacił za korzystanie z samochodu Kancelarii Prezydenta RP? Za benzynę, eksploatację itp.?

BOR. Pani minister Szymanek-Deresz przysługuje ochrona Biura Ochrony Rządu. Panu Dereszowi taka ochrona nie przysługuje. Dlaczego więc oficerowie BOR zapieprzają w roli gońców, którzy dowożą Dereszowi brakujące dokumenty wozu?

Pozwolenie. Nie wątpię, że pani Szymanek-Deresz albo jakiś podległy jej urzędnik wydał Dereszowi „pozwolenie na prowadzenie samochodu”. Grabczyńska oświadcza, że pozwolenie wydano 10 października 2002 r., czyli na dwa tygodnie przed dzwonem. Nie wiem, dlaczego jej nie wierzę…

Świadectwo. Dowiedziałam się, że wszyscy kierujący samochodami Kancelarii powinni mieć tzw. świadectwo kwalifikacji oraz zaliczone badanie psychotechniczne. Czy mąż minister Szymanek-Deresz miał takie świadectwo i czy ? jako osoba, która ukończyła 65. rok życia ? poddał się w zeszłym roku corocznemu, wymaganemu ustawą, badaniu psychotechnicznemu? Z jakim wynikiem?

Wnioski

Oszczędny. Paweł Deresz ma 66 lat; dorosły z niego chłop. Zbyt dorosły, żeby szpanować przed panienkami zajebistą Beemwicą. Musi być zatem oszczędny, skoro popierdala po mieście służbowym autem z firmy żony, a nie prywatnym.

Dygnitarstwo. Nie trzeba być Lwem Rywinem, by być posądzanym o łapówy, prywatę, łamanie prawa i obyczajów. Kaliber może być mniejszy… Gliny, które płaszczą się przed mężem pani minister, oficerowie BOR, którzy ? jak lokaje ? usługują mężowi pani minister, ofiary wypadku, które muszą się użerać w sądzie z mężem pani minister, Czytelnicy „NIE”, którzy o tym się dowiadują, i
wreszcie ja, która o tym piszę ? wszyscy tylko utwierdzamy się w przekonaniu, że stosunki panują feudalne. Członkowie klanu dygnitarzy odgradzają się od społeczeństwa przywilejami i rozciągają je na rodziny. Niektóre nieważne, drobne przejawy panoszenia się dają sygnał o schorzeniach głębokich. A władza uderza do głowy nawet komuś tak sympatycznemu jak pani minister Jolanta
Szymanek-Deresz, z zawodu prawnik.”

Autor Zuzanna Stawicka

źródło http://forum.gazeta.pl/forum/w,51,5785667,5785667,Jak_sie_woza_VIPy_i_wladza_Skandal_.html

Pierwotnie podobno źródło tygodnika NIE

O autorze

Bogdan607

Polak, emigrant, wolny człowiek .

Kategorie

Śledź nas

Napisz do nas

[email protected]