Select Page

„Apacze jednak Mescalero”

„Apacze jednak Mescalero”

Podczas wyprawy łowieckiej wojownicy Oglala Lakota znaleźli nadpalony egzemplarz Gazety Wyborczej. Odkryli w nim dowody niewątpliwych powiązań bladej twarzy, Red. Jacka Żakowskiego, z walecznym plemieniem Apaczów, i to Apaczów znad Wisły. Periodyk dostarczyli Wodzowi, aby ten zbadał nieznany im wątek.

Pan Red. Jacek Żakowski, w tekście zatytułowanym „Wielki sukces Apaczów znad Wisły”, pozwolił sobie bezlitośnie wysmagać harapem wszystkich tych, którzy mieli jakikolwiek kontakt z Prezydentem Donaldem Trumpem. Tak, wszystkich jak leci, bo przewinął się tam również inny Donald, mianowicie Tusk. Rolą publicysty jest pisać i oceniać, co Pan Żakowski niewątpliwie zrobił. Wolno mu dokonać dowolnej oceny wydarzeń, tylko niech to będą wydarzenia, a nie kreacje powstałe na skutek zderzenia synaps Pana Jacka!

Pan Redaktor Ż. pewnie nigdy nie przeczyta niniejszego tekstu, ale zwrócę się do niego z kilkoma pytaniami… Mianowicie, Drogi Panie, kto dał Panu permisję do oceny jakości zestawów rakietowych, które mamy zakupić od USA? Czy jest Pan absolwentem jakiejkolwiek Akademii Wojskowej, że tak autorytarnie wypowiada się Pan w przedmiotowej sprawie? Czy kiedykolwiek widział Pan mrówczą pracę żołnierzy stacji meteo, podczas wysyłania balonów przed startem rakiety, a później nerwowe wprowadzanie korekt pod okiem oficera ogniowego? Nie, nigdy Pan tego nie widział i już Pan pewnie nie zobaczy. Powiem więcej – Pan nie ma bladego pojęcia o czym teraz piszę. Pan tylko zanegował wszystko, co się wydarzyło tego pamiętnego czwartku. Pan posunął się nawet do tego, aby podkreślić, iż przemawiała trzecia żona Prezydenta. A gdyby Melania Trump była nie trzecią, a trzynastą lub nawet trzydziestą żoną, to cokolwiek by to zmieniło w odbiorze jej słów? Niczego by nie zmieniło, ale w uprawianej przez Pana inżynierii dusz, taki wtręt, włącza dzwonek alarmowy w głowie czytającego. I włączenie jak największej ilości dzwonków jest Pana głównym celem.

Nie zaskoczył mnie Pan absolutnie „stałym fragmentem gry”, czyli toporną żonglerką strachem przed Putinem i Rosją. Po ćwierćwieczu młotkowania ludzi tym „Dżinem”, uwalnianym z lampy przy każdej okazji, niewielu to obchodzi, ale Pan już pewnie inaczej nie potrafi.

Zaskakujący jest natomiast, nawet dla mnie, sposób w jaki powiązał Pan plemię Apaczów z Polską. Musi Pan wiedzieć, że najsłynniejszą grupą wśród Apaczów są Mescalero. Ta nazwa wywodzi się od meskaliny, alkaloidu roślinnego, który był przez nich zażywany, w celu wywołania transu i wizji. Gdyby nie trudność w jego zdobyciu nad Wisłą, to pomyślałbym, że Pan go pobiera i to w dużych ilościach. Wiem jednak, że wystarczy nasz rodzimy „wywar z ziemniaków”, aby miewać wizje, którymi podzielił się Pan tak szczodrze w swoim tekście.

Reasumując – życzę Apaczom aby pozostali spokojnie w swoich rezerwatach, Panu Jackowi mniej intensywnych wizji, a nam wszystkim solidnego dziennikarstwa.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 10 lipca 2017 r.