Select Page

Autor: Tȟašúŋke Witkó

„Polowanie na bizony”

Polowanie na bizony było dla Oglala Lakota najważniejszym przedsięwzięciem realizowanym każdego roku. Zdobycie dostatecznej ilości mięsa i skór, zawsze decydowało o przetrwaniu przez plemię mroźnych, zimowych miesięcy. Udział w polowaniu brali jedynie mężczyźni i nastoletni chłopcy. Było to zajęcie tak niebezpieczne, że wypadki śmiertelne były na porządku dziennym. Wyobraźmy sobie pędzące przez prerię z prędkością 45 km/h, kilkudziesięciotysięczne stado bizonów, złożone z osobników ważących po około 750 kilogramów każdy. Między to morze falujących, kudłatych grzbietów, unikając ostrych rogów, wjeżdżali na swoich mustangach wojownicy i strzelali z łuków w serca zwierząt. Jeśli każdy Oglala zabił 5 – 6 bizonów to...

Czytaj dalej

„Ordo caritatis”

Oglala Lakota, wbrew temu co powszechnie się sądzi, swoje męstwo w walce udowadniali nie poprzez zabicie i oskalpowanie przeciwnika, a poprzez dotknięcie jego ciała laską uderzeń. Oczywiście, starcia zakończone śmiercią, ciężkim poranieniem lub kalectwem wojowników również się zdarzały, ale były one stosunkowo rzadkie. Dotknięcie laską uderzeń było symbolicznym aktem, który sygnalizował stronie przeciwnej: „jestem od ciebie silniejszy, odważniejszy, bardziej sprawny i zawsze ze mną przegrasz”. Takie bezkrwawe rozstrzygnięcie walki miało swoje praktyczne podłoże – od ilości i kondycji psychofizycznej mężczyzn w każdej grupie, zależało powodzenie podczas polowania. To polowanie było najważniejszym, najtrudniejszym i najbardziej niebezpiecznym przedsięwzięciem, realizowanym przez tych...

Czytaj dalej

„Jak Gérard Depardieu w Dantonie…”

Jeśli Oglala Lakota spotkali na prerii tipi samotnego wojownika z jego squaw i mustangami, to wiedzieli, że został on wydalony przez radę starszych poza macierzyste plemię. Takie samotne tipi należało omijać szeroki łukiem, ponieważ pewnym było, że zamieszkuje je zły człowiek. Rada starszych plemienia pełniła rolę swoistego rodzaju sądu. W jej skład mogli wejść tylko najdzielniejsi i najbardziej prawi wojownicy, więc nikt nawet nie śmiał odwołać się od jej „wyroku”. Niestety, w pięknym kraju nad Wisłą, nic nie było tak proste jak na prerii, zamieszkałej przez Lakota. Przez dziesiątki lat w Polsce, przy pomocy różnych, mniej lub bardziej demokratycznych...

Czytaj dalej

„Wygnieciona koszulka rosyjskiego niedźwiedzia”

Po prerii gruchnęła wieść, że stado bizonów pojawiło się w okolicach Czerskiej Przełęczy oraz, że Bartosz Kownacki, wiceminister Obrony Narodowej, jest podejrzewany o bliskie kontakty z putinowską Rosją. Oglala Lakota natychmiast rozpoczęli przygotowania do wyprawy łowieckiej, sprawdzając swoje łuki i strzały. Jedynie Wódz Szalony Koń, siedząc spokojnie przed swoim tipi, na wyprawionej skórze rosyjskiego niedźwiedzia, (-„Że jakiego niedźwiedzia? Rosyjskiego?” – „Tak, dobrze czytasz, rosyjskiego niedźwiedzia. Jak ci się nie podoba, to nie czytaj”), postanowił zainteresować się sprawą Pana Kownackiego. Pamiętał on bowiem dobrze, że gorące źródła bijące koło Czerskiej Przełęczy, wyrzucały kłęby zatrutej pary, która wprawiała w dziki amok...

Czytaj dalej

„Apacze jednak Mescalero”

Podczas wyprawy łowieckiej wojownicy Oglala Lakota znaleźli nadpalony egzemplarz Gazety Wyborczej. Odkryli w nim dowody niewątpliwych powiązań bladej twarzy, Red. Jacka Żakowskiego, z walecznym plemieniem Apaczów, i to Apaczów znad Wisły. Periodyk dostarczyli Wodzowi, aby ten zbadał nieznany im wątek. Pan Red. Jacek Żakowski, w tekście zatytułowanym „Wielki sukces Apaczów znad Wisły”, pozwolił sobie bezlitośnie wysmagać harapem wszystkich tych, którzy mieli jakikolwiek kontakt z Prezydentem Donaldem Trumpem. Tak, wszystkich jak leci, bo przewinął się tam również inny Donald, mianowicie Tusk. Rolą publicysty jest pisać i oceniać, co Pan Żakowski niewątpliwie zrobił. Wolno mu dokonać dowolnej oceny wydarzeń, tylko niech...

Czytaj dalej