Select Page

W czasie strajku posłowie się nudzą

W czasie strajku posłowie się nudzą

Na początku musi być trzęsienie ziemi a potem robić się będzie coraz śmieszniej. Tak można w skrócie podsumować ostatnie wydarzenia związane z Sejmem przy okazji parafrazując słynne słowa Hitchcocka. Zaczęło się od mocnego bum, czyli blokady mównicy, chaosu w obradach, nerwowej atmosfery i wezwania do powsta… no, na razie do masowego poparcia opozycji. Później doszła do tego blokada wyjazdu i przepychanki z policją. Podsumowując – było dość poważnie i to każdy może przyznać. Z wyjątkiem może “ofiary”, która to sama musiała się położyć na ulicy bo nikt nie chciał spałować a dobre ujęcie do telewizji było potrzebne.

Niestety (dla innych: na szczęście) puczyści mieli plan jedynie na krótki strzał, niczym rewolwerowcy w westernach, mocno uderzyć i pokazać rządzącym gdzie raki zimują. Potem triumfalne wyjście w blasku chwały. Wyszło jak wyszło bo nikt nie przygotował wariantu B czyli co zrobimy gdy PiS zabierze swoje grabki i pójdzie bawić do innej piaskownicy (do czego ma prawo według regulaminu). No i co tu robić? Co tu robić, do cholery? Liderzy opozycji nie bardzo mieli pomysłu, więc postanowili wziąć wszystkich na przeczekanie, na tak zwane zmęczenie materiału. Dodatkowo widok posłów świętujących Nowy Rok a wcześniej Boże Narodzenie miał rozczulić nawet najtwardsze serca Polaków.

No i siedzieli posłowie i siedzieli. A co robią dzieci kiedy się nudzą? O tym mówi nam stara piosenka Kabaretu Starszych Panów. Do czego są zdolni są znudzeni posłowie? To już mieliśmy okazję zobaczyć na żywo. Prowadzenie “niby  wiadomości”, recytowanie wierszy, śpiewanie piosenek a w końcu grzebanie w cudzych rzeczach. Gdy już myśleliśmy, że doszliśmy do samego dna, to nagle spod spodu zapukał sam Ryszard Petru, który wyjechał z partyjna “koleżanką” na nowowoczny wypad do Portugalii. Powszechnie wiadomo jest, że najlepiej okupuje się Sejm siedząc w luksusowym hotelu a walka o demokrację przebiega lepiej gdy zje się kolację w nadmorskiej restauracji. Kolektyw co prawda w tym czasie marzł pod Sejmem na mrozie ale w końcu określenie “pożyteczni idioci” nie wzięło się znikąd.

Gdybym to ja był “liderem opozycji” to chcąc romansować zaszyłabym się w jakiejś głuszy a właścicielowi sowicie zapłacił by trzymał język za zębami. Ale jeśli ktoś pakuje się w tego typu samolotową eskapadę to niezbyt świadczy o jego zdolności do logicznego rozumowania. Nie będę tego wątku ciągnął bo media wystarczająco go rozwałkowały. Mogę stwierdzić jedno – zero zysków przy kolosalnych kosztach. Oprócz strat wizerunkowych (Petru mąż, do tego dzieci, sam kandydat na premiera, etc) mogą dojść jeszcze perturbacje wewnątrz samej partii bo przecież baby bywają baaardzo mściwe.

Wystarczyły dwa tygodnie aby opozycja sama się skompromitowała (PiS nawet ręką nie kiwnął) a do końca strajku zostały jeszcze półtorej tygodnia. Mam nadzieję, że już nic głupszego nie wymyślą, bo obawiam się co by to mogło być.

O autorze