Select Page

„Ordo caritatis”

„Ordo caritatis”

Oglala Lakota, wbrew temu co powszechnie się sądzi, swoje męstwo w walce udowadniali nie poprzez zabicie i oskalpowanie przeciwnika, a poprzez dotknięcie jego ciała laską uderzeń. Oczywiście, starcia zakończone śmiercią, ciężkim poranieniem lub kalectwem wojowników również się zdarzały, ale były one stosunkowo rzadkie. Dotknięcie laską uderzeń było symbolicznym aktem, który sygnalizował stronie przeciwnej: „jestem od ciebie silniejszy, odważniejszy, bardziej sprawny i zawsze ze mną przegrasz”. Takie bezkrwawe rozstrzygnięcie walki miało swoje praktyczne podłoże – od ilości i kondycji psychofizycznej mężczyzn w każdej grupie, zależało powodzenie podczas polowania. To polowanie było najważniejszym, najtrudniejszym i najbardziej niebezpiecznym przedsięwzięciem, realizowanym przez tych szaleńczo odważnych ludzi. To polowanie zapewniało mięso i skóry w ilościach, które pozwoliły przetrwać długie i mroźne zimy dzieciom, kobietom, starcom i mężczyznom. Tak, kolejność nie jest przypadkowa i powtórzę ją jeszcze raz: dzieciom, kobietom, starcom i mężczyznom. Dzieci były najważniejsze, ponieważ to one w przyszłości miały polować, zbierać owoce, bronić przed wrogimi plemionami i opiekować się ludźmi starymi, niedołężnymi i chorymi. Im poświęcano najwięcej uwagi i strzeżono ich jak oka w głowie.

16 lipca 2017 roku, w największych polskich miastach, odbyły się demonstracje i pikiety opozycji, w obronie sądownictwa, praworządności, wolności i jeszcze kilku innych, mniej lub bardziej ważnych „ości”. Trawestując tekst znanej piosenki – „każdemu wolno demonstrować, to wolności słodkie prawo” – chcę zwrócić uwagę na rzecz kluczową – prawo. Ono jest po to, aby zapewnić bezpieczeństwo wszystkim uczestnikom życia codziennego, publicznego oraz każdego innego. Jego przestrzeganie pozwala nam wszystkim funkcjonować i właściwie realizować przypisane we wspólnocie role. Nie twierdzę, że podczas masowych demonstracji zostało ono złamane, twierdzę jednak, na podstawie obserwacji zachowań niektórych osób, że nie mają nic przeciwko jego złamaniu, w celu osiągnięcia zamierzonych celów, nawet gdyby miało być to połączone z fizycznym wywołaniem tragedii, jaką jest niewątpliwie ludzka śmierć.

Jeśli komuś się wydaje, że śmierć wygląda tak, jak na hollywoodzkiej produkcji, to bardzo się myli. Temu ostatecznemu aktowi nie towarzyszy patetyczna muzyka Ennio Morricone, ani też żadna inna. Towarzyszy mu za to obłędny, wręcz fizycznie namacalny strach, ból, krzyk ofiary i napastnika, smród krwi, polepionych nią włosów i rozlanej treści jelit. Dla każdego, kto kiedykolwiek był świadkiem takiego wydarzenia, jest ono wspomnieniem bardzo negatywnym, często traumatycznym. Do puli opisanych powyżej negatywów, dołączyć należy cierpienie, jakiego doznają zarówno osoby najbliższe ofierze, jak i napastnika, którego kara wiezienia, eliminuje z normalnego funkcjonowania na wiele, wiele lat.

Czy ludzie, którzy wodzili rej podczas niedzielnej demonstracji, nie zdawali sobie sprawy jak wygląda nagła śmierć? Czy uprawniona jest teza, że Władysław Frasyniuk, mężczyzna prawie sześćdziesięciotrzyletni, nigdy nie widział, choćby na filmie dokumentalnym, jak wygląda zmasakrowane ludzkie ciało? Czy Adam Michnik, człowiek przeżywający „jesień życia”, też funkcjonuje w błogiej nieświadomości, czym jest ludzka tragedia wywołana śmiercią, ciężkimi obrażeniami, które często zbierają żniwo w postaci trwałego kalectwa? Otóż nie! Nie możemy podejrzewać tych osobników o tak daleko idącą niewiedzę i ignorancję! Ba, chętnie postawię tezę, że obłędne wrzaski, które wydobywał z siebie Frasyniuk, a które wzbudziły moje poważne podejrzenie, iż Pan Władysław ma problemy z emocjami, były obliczone właśnie na to, aby pchnąć masę ludzką do działań niecodziennych, desperackich i nasyconych przemocą. Dodając potok nienawistnych przekleństw, które wyrzucił z siebie Pan Michnik, rysuje się w mojej głowie ponury obraz tego, co wydarzyć się może w każdej chwili – zabójstwa na tle politycznym. Taki scenariusz potwierdził również Marcin Skubiszewski, aktywista Komitetu Obrony Demokracji, który w czasie swojej wypowiedzi pod KPRM, nie ukrywał nawet faktu, że dopuszcza rozlew krwi.

Zastanawiam się czasem, jak Frasyniuk, Michnik i Skubiszewski funkcjonują wśród swoich bliskich? Jak zwracają się na co dzień do swoich żon, córek, matek? Czy mówią do żony „Kochanie”, a do córki „Córcia”? Jeśli tak jest, a właśnie to zakładam, czy wystarcza im wyobraźni aby wyimaginować klatkę filmu, w którym widzą osobę najbliższą leżąca w trumnie? Pewnie nie!!! Więc dlaczego żądają ofiary życia od innych? Dlaczego, w imię powodzenia karuzel vatowskich chcą, aby dał głowę kolejny Marek Rosiak? Dlaczego wymagają krwi od „statystycznego” Nowaka, Kowalskiego czy Kozery? Ja odpowiedzi na to pytanie nie znam i poznać jej nie chcę, ale niniejszym tekstem składam obietnicę, że moich bliskich będę bronił z całą mocą i determinacją. Przysięgam Frasyniukowi, Michnikowi i Skubiszewskiemu, że użyję wszystkich dostępnych środków, do obrony mojego domu. Dodatkowo, stawiam dolary przeciwko orzechom, że takich ludzi jak ja są w Polsce miliony! Niech to będzie ostrzeżeniem, zarówno dla architektów ewentualnych rozruchów, jak i prestidigitatorów ludzkich mózgów, którzy wywołują w nich negatywne galopady myśli.

Pisząc te słowa zdaję sobie sprawę, że są one nasycone emocjami. Bardziej pochodzą z mojej „wątroby” niż z mózgu lecz nie widzę najmniejszego powodu, dla którego miałbym ich nie wyartykułować. Jednocześnie, gdzieś z tyłu głowy, wciąż zalega maksyma „ordo caritatis” – porządek miłosierdzia. Na kanwie tej właśnie maksymy, ja wyrzeźbiłem swoją: „Jeśli ktoś ma zginąć w ramach walki politycznej, rozpętanej przez oszalałe środowisko Gazety Wyborczej z jego przybudówkami, to niech to będą: Frasyniuk, Michnik, Skubiszewski, ich rodzice, żony i dzieci”. Tak, kolejność nie jest przypadkowa i powtórzę ją jeszcze raz: Frasyniuk, Michnik, Skubiszewski, ich rodzice, żony i dzieci. „Ordo caritatis…”.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 19 lipca 2017 r.

O autorze

Tȟašúŋke Witkó

[email protected]

Kategorie

Śledź nas

Napisz do nas

[email protected]