Select Page

„Pocahontas”

„Pocahontas”

Kobiety Oglala Lakota były bardzo dzielne, odważne, pracowite i wytrzymałe. Na ich barkach spoczywały wszystkie prace domowe. Odpowiadały za przygotowanie pemmikanu, z mięsa upolowanych przez mężczyzn bizonów, wyprawienie skór na pokrycia tipi, wychowanie dzieci, oraz zwijanie i rozwijanie obozowisk podczas plemiennych wędrówek. Wysoka śmiertelność wśród wojowników powodowała, że ilość kobiet znacznie przewyższała ilość mężczyzn. Obowiązkiem rodziny poległego wojownika było zaopiekowanie się wdową z dziećmi i zapewnienie im bytu. Często zdarzało się, że brat poległego poślubiał swoją bratową i zabierał z dziećmi do swojego tipi – właśnie ten aspekt był głównym powodem wielożeństwa Indian Wielkich Równin. Społeczność indiańska rządziła się takimi samymi prawami jak każda inna, więc przysłowie o „mężczyźnie jako głowie, którą kreci szyja”, doskonale sprawdzało się wśród dzielnych Teton.

W polskim rządzie żadnej szyi nie ma i żadnej nie potrzeba, ponieważ na jego czele stoi Kobieta, i to pisana przez największe „K” w dziejach. Premier Beata Szydło jest, niczego nie ujmując Janowi Olszewskiemu, najlepszym szefem polskiego rządu po 1989 roku. Jakby tego było mało, stery dwóch wiodących w tym gabinecie resortów – rodziny i cyfryzacji, również dzierżone są przez Kobiety. Panie Rafalska i Streżyńska są najjaśniejszymi punktami na firmamencie władzy. Przez prawie dwadzieścia miesięcy ich funkcjonowania w składzie Rady Ministrów, nie odnotowałem żadnej większej, negatywnej uwagi, skierowanej czy to do nich osobiście, czy pod adresem zarządzanych przez nie urzędów. Jaka jest tego sukcesu recepta? Bardzo prosta! Należy jedynie posiadać wybitne kompetencje na zajmowanym stanowisku, odznaczać się ponadprzeciętną pracowitością, wykazywać duże zaangażowanie w codzienne wykonywanie obowiązków służbowych, oraz „wiedzieć co się mówi, a nie mówić co się wie”, podczas udzielanych w mediach wywiadów. Proste, skuteczne i do zastosowania przez każdego polityka, a nie tylko ministra. I już wydawałoby się, że maksyma „se optimum trianguli contentum” znajdzie zastosowanie po raz kolejny, gdyby nie pewna długowłosa blondynka rodem z Krakowa, której działalność obserwuje z zapartym tchem kilkaset tysięcy ludzi.

Prace Komisji Śledczej ds. Amber Gold są pilnie śledzone i gorąco komentowane od początku jej działalności. Trudno się temu dziwić – macki afery sięgały samych szczytów władzy, aż po czubek słynnej, kopanej przez Tuska, palmy. Kierowanie pracami zespołu parlamentarnego powierzono Pani Poseł Małgorzacie Wassermann. Uważam, że Pani Małgosia, ze względu na swoją obecną działalność, będzie miała w przyszłości bardzo wiele kłopotów prawnych. Otóż, trudno ukryć, że swoją osobą przyczyniła się ona, do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia psychicznego tabunów prawników – szczególnie tych, których zrzesza pewna rozkoszna organizacja, znana szerszej publiczności jako Prokuratura Rejonowa Gdańsk – Wrzeszcz. Jakieś nieznane dotychczas naukowcom fluidy i fale, najprawdopodobniej magnetyczne, roztaczane w promieniu około dwudziestu metrów od osoby Pani Poseł, powodują takie zakłócenia w ich mózgach, że nie tylko nie pamiętają żadnych faktów dotyczących ich działania w badanej aferze, ale nawet na najcięższych mękach, nie byliby sobie w stanie przypomnieć imion współmałżonków czy własnych dzieci, o składzie zjedzonego rano posiłku nie wspominając. Jedną z Pań Prokurator, tajemne pole magnetyczne poraziło tak dotkliwie, że zarówno wygląd jak i wypowiadane słowa, predysponują ją do obsadzenia w roli postaci wypowiadającej, na blankach niedzickiego zamku, kwestię: „Przebacz mi Brunhildo” i to bez castingu – oczywiście gdyby znalazł się chętny do nakręcenia „remake’u” kultowych „Wakacji z duchami”. Jestem przekonany, że wywołanie zbiorowej amnezji, a także narażenie na szwank, poprzez zmuszenie do pracy, mózgów tych wybitnych prawników, nie mogą ujść Pani Poseł płazem, więc spodziewam się pozwu zbiorowego i kilku spektakularnych procesów, które przejdą do kanonów polskiego sądownictwa.

Na tym nie koniec! Los kohorty, zdewastowanych umysłowo i fizycznie prokuratorów, podzieliły również gwiazdy palestry. Pan Mecenas Roman Giertych, kiedyś malowniczo nazwany, przez słynącego z wyważonych wypowiedzi, Stefana Niesiołowskiego „Koniem”, zapomniał na chwilę, że nie przyszedł do przyjaznego studio TVN 24, wypasać się na soczystej trawie, gdzie łąka ozdobiona jest „Stokrotką” i zaczął „komisyjnie wierzgać”. Aby poskromić rozszalałego rumaka Pani Wassermann poprosiła go o „zarżenie oficjalne” – czyli złożenie wniosku w formie pisemnej. Trzeba było widzieć minę Pana Romcia podczas tworzenia tego wiekopomnego dzieła! Mickiewiczowskie „Wzrok dziki, suknia plugawa” pasowałoby jak ulał, gdyby nie fakt, ze Mister Romulek odziany był w piękny czaprak. Zaczął chłopina bezradnie grzebać, nienawykłymi do tej pracy paluchami, po stronicach kodeksów, ale widać było wyraźnie, iż bladego pojęcia nie ma, jak się do tego zabrać. No, chwycił w końcu swoje ekskluzywne pióro w dłoń i pomagając sobie językiem, przystąpił do smarowania czegoś tam, na kartce papieru. Podczas wykonywania tej czynności, Pan Mecenas przypominał najgłupszego ucznia, którego litościwa nauczycielka pozostawiła samego w klasie, aby ten mógł zwyczajnie ściągnąć zadanie z zeszytu, bo nie chce wystawić mu następnej, jedenastej już noty niedostatecznej.

Kolejnym, któremu wydawało się, że jest dobry, był Mecenas Marcin Kradziecki. Przybył chłop, własnym majestatem, aż z dalekiego Gdańska i sądził, iż samą fryzurą à’la pułkownik Olivier North zrobi furorę. Jego nadzieje okazały się płonne, bowiem już po kilku pierwszych minutach prawniczej szermierki z Panią Małgorzatą dostrzegł, że jego błyskotliwe „pasaże oralne”, które ślepa Temida łykała bezkrytycznie w grodzie Neptuna, na warszawskim oceanie są zwyczajnie nieprzydatne i po wyczerpaniu całego, jakże ubogiego, repertuaru sztuczek swych wszelakich, Pan Mecenas zwyczajnie usiadł spokojnie, na wskazanym mu przez Przewodniczącą Komisji krześle i bezradnie przyglądał się, jak Prokurator Kijanko Barbara dokonuje aktu autokompromitacji. Generalnie, o występie swym w stolicy, Pan Marcin raczej potomnym opowiadał nie będzie. Przywołując ponownie wspomnianego pułkownika Oliviera Northa, chciałbym jedynie napomknąć, że na czas ogólnopolskiego tournée, to jednak Pan Kradziecki mógłby założyć porządny garnitur, bo marynarce, w której wystąpił, bliżej było do przepoconej bluzy nikaraguańskich Contras, niż do prawniczego przyodziewku.

Historia życia tytułowej Pocahontas była osnową, na bazie której powstało wiele dzieł literackich i filmowych. Jestem pewien, ze dokonania Pani Poseł Wassermann również będą inspiracją dla twórców. Jest to postać na wskroś pozytywna i budząca jedynie dodatnie emocje. Być może to co napiszę zostanie wyśmiane, ale nie można wykluczyć, iż w 2020 roku stanie ona do rywalizacji o prezydencki stolec. Że co, że political fiction, powiadacie? To przypomnijcie sobie rechot opozycji z dnia 11 listopada 2014 roku, gdy przedstawiono szerokiemu gremium Pana Andrzeja Sebastiana Dudę.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 04 sierpnia 2017 r.