Select Page

Teresa Bogusławska – Najmłodsza Poetka Walczącej Warszawy

Teresa Bogusławska – Najmłodsza Poetka Walczącej Warszawy

Teresa Bogusławska ps. „Tereska” – bardzo ciekawa postać, młoda dziewczyna pisząca piękne wiersze. Szkoda, że dopiero teraz poznaję historię takich ludzi. W szkole nikt nigdy o nich nie wspomniał. Wstyd.

Niniejszy tekst składa się z fragmentów pochodzących ze zbioru wszystkich wierszy Teresy Bogusławskiej przygotowanego przez hm. Wojciecha Starzyńskiego oraz Świętokrzyski Krąg Harcerski im. Bogusławy Januszówny i Miejskie Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim.

W tekście zawarłem również fragment książki Józefa Szczypka „Teresa Bogusławska – wołanie z nocy”.

Tereska żyła krótko, ale pozostawiła bogatą spuściznę – 66 wierszy pisanych ręką dziecka i sercem bohatera. Pozostawiła po sobie jeszcze coś nie mniej cennego – wzór młodego człowieka, gotowego poświęcić swej umiłowanej Ojczyźnie, swemu miastu – Warszawie to, co ma najcenniejszego: własne życie! Ona, harcerka, nigdy nie zapomniała słów Harcerskiego Przyrzeczenia „Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce…”.

Był w Warszawie, a może jeszcze jest, dom przy Kanonii nr 8 w którym 13 lipca 1929 roku przyszła na świat maleńka Tereska, córa Antoniego i Marii z Wolszczanów, Bogusławskich.

Matka, Maria Bogusławska, urodzona w 1891 roku miała 38 lat, gdy na świat przyszła Tereska. Lekarz, doktor okulista, zawsze gotowa służyć ludziom w potrzebie, nie szczędząc własnych sił. Ona śpiewała córce kołysanki, uczyła pacierza i miłości Ojczyzny.

Ojciec, Antoni Bogusławski, urodzony w 1889 roku miał 40 lat, gdy żona obdarzyła go córką. Za udział w strajku szkolnym w 1905 roku aresztowany, usunięty z gimnazjum i wydalony z kraju. Zamieszkał we Francji, gdzie w 1913 roku ukończył prawo. W I wojnie światowej powołany do wojska carskiego. W szkole kawaleryjskiej w Jelizawietsgradzie otrzymuje stopień oficerski. Ze swoim szwadronem przechodzi do Korpusu Polskiego generała Dowbora – Muśnickiego. W roku 1920 walczy z nawałą sowiecką. Gdy w roku 1929 przeniesiono go w stan spoczynku miał ukończoną Wyższą Szkołę Wojenną, stopień majora dyplomowanego i Virtuti Militari na piersi. No i był poetą tyleż samo, co żołnierzem. Oba te zawody traktował z pasją i poświęceniem.

13 lipca 1939 roku Tereska kończy 10 lat. Jest już w IV klasie. W rodzinie Bogusławskich wielkie święto.

31 sierpnia 1939 roku major Antoni Bogusławski żegnany przez żonę i córkę zgłasza się na punkcie zbornym oficerów dyplomowanych w Rembertowie. Po kilku dniach oczekiwania na służbowy przydział udaje się w ślad za generałem Władysławem Sikorskim. Pełnił wiele odpowiedzialnych funkcji w Rządzie Polskim na emigracji powierzonych mu przez Wodza Naczelnego, generała Władysława Sikorskiego. Ale o tym jak i o dalszych losach ojca Teresa nie dowiedziała się nigdy. Nie wiedziała, że walczył w grupie „Narew”, że dostał się do obozu jenieckiego na Litwie skąd uciekł i ukrywał się u siostry Melchiora Wańkowicza, w Jodańcach a następnie przez Finlandię i Szwecję dotarł do Anglii, gdzie po przeszkoleniu został „cichociemnym”. W 1944 roku był zrzucony na Lubelszczyźnie.

1 września 1939 roku o świcie obudziły ją wycie syren, warkot samolotów z czarnymi krzyżami na skrzydłach i wybuchy bomb. Te pierwsze odgłosy wojny położyły kres jej dzieciństwu, jej beztroskich lat.

Dziesięcioletnia Tereska z gromadką dziewcząt w jej wieku, w przerwach między nalotami a ostrzałem artyleryjskim biegają ulicami Wiejską Górnośląską, Łazienkowską do Szpitala Ujazdowskiego. Na miarę swych skromnych, dziecięcych sił niosą pomoc rannym i chorym. Przynoszą żywność, lekarstwa i to czego im najbardziej brak – wiadomości o toczących się walkach i losach najbliższych. Czasem też piszą listy do domów. Wnoszą w te mury przepełnione bólem i rozpaczą odrobinę dziecięcej radości i utraconej nadziei.

Nie mogąc pogodzić się z klęską wrześniową, Tereska organizuje zbiórki pieniędzy, gromadzenie leków, odzieży, obuwia, żywności, a to wszystko dla ofiar wojny. W 1940 roku okupant zakazał działalności szkolnych kół PCK. Tereska była wówczas w gimnazjum imienia Cecylii Plater – Zyberk, w czasie okupacji oficjalnie figurującego jako szkoła krawiecko – bieliźniarska. Nawiązuje kontakt z Patronatem Opieki nad Więźniami, pociągając swym przykładem koleżanki. Nie szczędzą sił gromadząc fundusze. Wykonują i sprzedają różne drobiazgi takie jak broszki, pierścionki, plakietki. Z jej inicjatywy organizowane są w prywatnych domach wieczorki poetyckie, z których dochód przeznaczony jest na potrzeby Patronatu.

W tym czasie ożywia się jej twórczość literacka. Zaczyna pisać wiersze, choć już przed wojną, pod okiem ojca próbowała składać różne rymowanki. Pamięta też ojca opowieści o walce narodu z zaborcami, o powstaniach, o 3 Maja, o bohaterach narodu i o cierpieniu. Dziś jak nigdy rozumie słowa „Bóg – Honor – Ojczyzna”. Od roku 1941 tym przesiąknięta jest większość jej utworów. Właśnie z tego roku pochodzi jeden z pierwszych wierszy Tereski.

Wiersz bez tytułu, lecz jakże znamienny, mówiący o jej pragnieniach, zaczynający się słowami, „Dlaczego nie mam takiej mocy”

* * *

Dlaczego nie mam takiej mocy,

Żeby z człowieka stać się wiosną,

Pomagać kwiatom, kiedy rosną,

Woni i ciepła dodać nocy?…

Dlaczego nie mam takiej mocy,

Aby wydźwignąć świat z niedoli,

Żeby odeszło to, co boli,

Tak, jak odchodzą cienie nocy?…

Dlaczego nie mam takiej siły?

By zostać królem huraganów,

Zawładnąć mocą oceanów,

Aby przede mną pokłon biły.?.

Dlaczego nie mam takiej siły,

By skarby wiedzy skraść olbrzymie,

By wsławić kraju mego imię,

Aby mu światy pokłon biły?.

Słowa tego wiersza możemy usłyszeć w wykonaniu Mateusza Krautwursta z płyty „Nowe pokolenie 14/44”.

Kończy się drugi rok niemieckiej okupacji. Jedna ze starszych koleżanek Teresy, „Platerówka” Jolanta Boni, wciąga Teresę do tajnego harcerstwa, do Szarych Szeregów.

Poznawały zasady i cele „małego sabotażu”, gromadziły żywność, lekarstwa, środki opatrunkowe z myślą o przyszłym powstaniu. Teresa otrzymała dodatkowe zadanie. Przełożeni doszli do wniosku, że należy wykorzystać jej zdolności, jej talent. Musi pisać, to jej zadanie. Więc Teresa pisze. Pisze wiersze i hasła patriotyczne w rodzaju „Przez krew, łzy i cierpienia do wolnej Polski”. Przyklejane na niemieckich plakatach wywoływał wściekłość wroga. Sprawiało to, że poczynania młodych konspiratorek były coraz bardziej śmiałe i ryzykowne.

A Teresa pisze wciąż nowe wiersze i nowe hasła. I choć rwie się do czynnego udziału w akcjach „małego sabotażu”, jest oszczędzana przez drużynową i nauczycieli z uwagi na jej talent. W wieku 12 lat ma wiele obowiązków, z których wywiązuje się bez zarzutów. Jest uczennicą legalnie działającej szkoły krawieckiej i nielegalnych, tajnych kompletów szkolnych realizujących naukę według przedwojennego programu szkoły średniej. W obu szkołach, zarówno tej legalnej jak i tajnej, zaliczała się do grona najlepszych uczennic.

Z inicjatywy Teresy dziewczęta organizowały w prywatnych domach wieczorki poetyckie, na których Teresa recytowała też własne utwory. Wierszy tych było coraz więcej. W roku 1941 było ich 8.

Minął 1942 rok, rok w połowie którego Tereska skończyła 12 lat, choć sądząc po wierszach, które w tym roku wyszły spod jej pióra, można by rzec, że tworzyła je myśl dorosłego człowieka.

Tymczasem nadszedł rok 1943, w którym Teresa kończy trzynasty rok życia. A Polska? A Warszawa? W kraju to już czwarty rok niemieckiej okupacji, hitlerowskiego terroru. Rośnie opór przeciwko zbrodniom Niemców na narodzie polskim, rosną szeregi Armii Krajowej. Harcerki IV Warszawskiej Drużyny Żeńskiej Szarych Szeregów szykowały się do uroczystego złożenia Harcerskiego Przyrzeczenia. Oznaczało to wzmożoną działalność konspiracyjną. Teresa brała czynny udział we wszystkich zadaniach, szkoleniach, ćwiczeniach i pisała coraz więcej, coraz piękniej. Autorka zawarła w tych wierszach swój ból po utraconej wolności, bunt przeciw przemocy odwiecznego wroga i wiarę w ostateczne zwycięstwo nad germańską przemocą. W tym czwartym roku wojny powstało 36 utworów o różnym ładunku emocjonalnym.

Przeżyła obronę Stolicy we wrześniu 1939 roku, widziała bohaterstwo obrońców Warszawy, płonące całe ulice, zwały gruzów i mogiły, mogiły, mogiły wszędzie: na skwerkach, w parkach na podwórkach. Wszędzie setki, tysiące rannych. Odbiciem tamtych przeżyć jest napisany po czterech latach, w 1943 roku wiersz:

Ktoś Ty ?

Siną Ci mgłą zachodzą oczy

Po piersiach Twoich depce kat …

Coś Ci ciężarem serce tłoczy …

… Ktoś Ty ? …

… Twój brat …

Czoło podnosisz w niemej męce,

Usta Ci dziwnie drżą

I dziwnym ruchem łamiesz ręce,

Szepcesz:

… Nic ja … Tam inni mrą …

Wokół więzienne, czarne mury …

Oddechu w piersi brak …

Myśl gdzieś Ci wzlata hen, do góry:

Ta jeno wolna – ptak …

Hej, sinym cieniem twarz się mroczy …

Świsnął więzienny bat …

Łzami krwawymi zaszły oczy …

… Ktoś Ty? …

… Twój brat …

Ten wiersz Teresy powstał zimą 1943 roku przed jej aresztowaniem i osadzeniem na Pawiaku. Jest tak realistyczny, że trudno uwierzyć, iż przeżycia niemieckich tortur były wówczas dopiero przed nią.

„Ktoś Ty?” również znajduje się na płycie „Nowe pokolenie 14/44”. Śpiewa go Mateusz Krautwurst. Link do audio poniżej:

http://w75.wrzuta.pl/audio/89JaIUTeUxR/nowe_pokolenie_14_44_-_ktos_ty_feat._kasta_mateusz_krautwurst

W atmosferze obaw i nadziei kończył się czwarty rok niemieckiej okupacji.

Była Środa Popielcowa 23 lutego 1944 roku. Teresa idąc rano do szkoły postanowiła wstąpić do mijanego kościoła. Jak zwykle, miała w kieszeni płaszcza kilka ulotek o antyhitlerowskiej treści, które po stwierdzeniu, że nie jest śledzona od czasu do czasu nieznacznie przyklejała na niemieckich plakatach. Tak doszła do kościoła, by po krótkiej modlitwie udać się w kierunku szkoły. W Alejach Jerozolimskich w pobliżu Brackiej spostrzegła płaczącą kobietę wpatrzoną w znienawidzony niemiecki czerwony afisz. Teresa poruszona rozpaczą kobiety, niepomna wpajanych na zbiórkach zasadach konspiracji wyjęła z kieszeni ulotkę i przykleiła ją na niemieckim plakacie. W trakcie tej czynności została schwytana przez niemieckiego szpicla. Prowadzoną przez niego Teresę w kierunku siedziby gestapo zobaczył ksiądz Stefan Piotrkowski, szkolny prefekt. Natychmiast zawiadomił o tym nieszczęściu matkę Teresy, doktor Marię Bogusławską. Również jeden z nauczycieli widząc Teresę prowadzoną w kierunku alei Szucha przez niemieckiego tajniaka, przyniósł tę tragiczną wiadomość do gimnazjum. Wkrótce w szkole zjawili się gestapowcy i zabrali ze sobą dwie koleżanki Teresy – Teresą Meissner i Marzenę Śmigielską. Obie tego dnia również rozlepiały hasła. Przesłuchiwane nie przyznały się do niczego i jeszcze tego dnia wróciły do szkoły. Gorzej, a nawet tragicznie przedstawiała się sytuacja Teresy. Ona została złapana „podczas wrogiej działalności przeciwko władzom okupacyjnym”, jak to określali Niemcy. Dla niej zaczął się najcięższy, najtrudniejszy czas harcerskiej próby. Została osadzona w „Serbii” na Pawiaku. Stąd wożono ją na przesłuchania na Szucha. Nie szczędzono jej okrutnego bicia, szantażu, gróźb i innych szykan i tortur, zarówno fizycznych jak i moralnych. Tymi sposobami starano się zmusić ją aby podała nazwę tajnej organizacji do której należy, nazwisk, pseudonimów i adresów osób którym podlega.

Teresa oświadczyła, że do rozpowszechnienie haseł nakłoniła ją jedna z ciotek (wówczas już nie żyjąca), a do żadnej organizacji nie należała i nie należy. Nie zna żadnych nazwisk i nie wie o pseudonimach. Podczas jednego z przesłuchań była bita na taborecie. Oprawcy trzymali ją, jeden gestapowiec za nogi, drugi za głowę. Jak cierpiała, niech posłuży fakt, że szamotała się z taką siłą, iż jeden z katów przewrócił się. Grozę przeżyła, gdy sprowadzona na przesłuchanie zobaczyła matkę którą gestapowcy sprowadzili by zmusić Teresę do wiarygodnych zeznań. Grozili biciem matki trzymając pejcz nad jej głową. Nic to nie dało. Ona wiedziała, że dopóki będzie twardo stała przy swojej wersji wydarzeń dopóty nic jej nie grozi. A nawet gdyby miała nie wyjść z tej katowni, to i tak nie wyda nikogo, nawet za cenę życia nic więcej nie powie oprawcom. Wszyscy, z którymi związana jest harcerską przysięgą, mogą być pewni, że ich nigdy nie zdradzi. Że nie myślała w tych ciężkich chwilach tylko o sobie, niech przemówi takie wydarzenie: stojąca pod ścianą na Szucha aresztowana Teresa uczy żydowskiego chłopca „Ojcze Nasz…”, a nawet powiesiła mu na szyi swój medalik, mając nadzieję, że to uratuje mu życie. Jednak nadzieja była płonna, życia małemu Żydkowi nie uratowała.

Na Pawiaku trzymano ją do 14 marca 1944r. Nie była przed aresztowaniem okazem zdrowia, w więzieniu więc skazana na piekło śledztwa i celi, poważnie zachorowała na gruźlicę i dostała rozstroju nerwowego. Niemcy, nie wydobywszy z niej niczego co mogliby wykorzysta, zażądali podpisania zobowiązania, że zrywa z nielegalną działalnością i grozili w razie odmowy wysłaniem do obozu poprawczego. Teresa znowu zachowała się wówczas dzielnie. Znowu przemogła strach, głód, zimno, chorobę i nie podpisała żadnego zobowiązania. Nie pojechała wprawdzie do obozu. Przed wysyłką uratowała się dzięki staraniom matki i dr Marii Degi, żony znanego profesora ortopedy.

Wyszła z nakazem meldowania się co dwa tygodnie na gestapo. Brzydki, odrażający pluchą dzień, najbliższa przyjaciółka Teresy, Zofia Baranowicz (późniejsza więźniarka Ravensbruck), ze zdumieniem ujrzała ją w dorożce, gdy ubrana w piżamę, z futerkiem narzuconym na ramiona, wracała z więzienia. Nastąpiło serdeczne powitanie. Teresa była już jednak jakby kimś innym: z pięknych piwnych oczu wyzierał smutek, a tak niegdyś żywa i ruchliwa zwracała teraz uwagę swą apatycznością. Nie lubiła opowiadać o przejściach więziennych i nie pisała wierszy. (…) Leżała osłabiona i chora.

Wróciła Teresa do domu. Wyrwano ją z okrutnych, krwawych łap hitlerowskich siepaczy. Wróciła po zakończeniu najcięższej w życiu próby: harcerskiej próby wierności Bogu i Ojczyźnie, próby wytrwałości i męstwa. Wróciła zwycięska i niepokonana, choć tam, w ponurych murach hitlerowskich katowni, na zimnych, wilgotnych, betonowych posadzkach więziennych cel zgasł promienny blask jej pięknych piwnych oczu, znikła niespożyta energia. To już nie była ta sama Teresa. Teraz była jakaś apatyczna, zagubiona, ciężko chora, no i nie pisała wierszy.

Wiosną 1944 roku, dr Maria Bogusławska, w porozumieniu ze swym bratem lekarzem, wywiozła Teresę do sanatorium w Otwocku, gdzie pracował i otoczył chorą troskliwą opieką. Jedyną trudnością i uciążliwością w leczeniu była konieczność wyjazdu co dwa tygodnie do Warszawy, by zgodnie z żądaniem Niemców, meldować się w gestapo. Mimo tej szykany kuracja przebiegała pomyślnie. Pod koniec lipca w stanie zdrowia nastąpiła wyraźna poprawa, nic więc dziwnego, że na wieść iż możliwy jest w niedługim czasie wybuch powstania, Teresa stara się wrócić do Warszawy. Nie wiadomo jak dowiedziała się o godzinie „W”, w każdym razie potrafiła uprosić matkę, by zabrała ją do domu i pozwoliła jej tu pozostać. Pragnęła stanąć do walki u boku harcerskiej braci. Nie pozwolono jej. Była jeszcze zbyt osłabiona przesłuchiwaniami w gestapo, chorobą i kuracją w sanatorium. Pozwolono jej szyć mundury i opaski biało–czerwone dla powstańców, kompletować apteczki sanitarne ze środkami pierwszej pomocy. Rzeźbiła też ryngrafy z wizerunkiem Matki Boskiej. Nie ustrzegła się chorób. Osłabiony organizm przy skrajnie niesprzyjających warunkach, ciągła obawa o siebie i najbliższych sprawiły, że Teresa zapadła na anginę i szkarlatynę, które do reszty podkopały jej zdrowie. Razem z matką, wśród rzeszy uchodźców, z małą walizeczką w ręku opuszczają Warszawę.

Wycieńczona, z trudem trzymająca się na nogach Teresa wraz z matką dostaje się do otwartego w Tworkach obozu dla chorych. Cierpi nie tylko fizycznie. Nie może pogodzić się z upadkiem powstania, z ruiną Warszawy, z tysiącami ofiar. Ból i rozpacz po utraconych miejscach swego dzieciństwa i konspiracyjnej działalności nakłoniły ją do wznowienia pisania.

Swój pierwszy po upadku powstania wiersz poświęciła cierpiącym matkom:

Matce

Spłynie ku Tobie jego anioł stróż.

By Ci powiedzieć o wieczornej porze,

Że mu jest dobrze wśród niebieskich zórz,

Gdzie go uśmiechy błogosławią Boże…

A kiedy zaśniesz, da Ci jasne sny

I nad Twą głową skrzydła swe roztoczy,

I tchnie synowskim pocałunkiem z mgły

Na Twe matczyne wypłakane oczy…

Nie znamy dokładnej daty powstania tego utworu. Musiała go napisać już po wyjściu z Warszawy.

Następny wiersz nosi datę 19 października 1944 roku. Napisała go prawdopodobnie już po zabraniu Teresy przez koleżankę matki, dr Izabelę Wolframównę, zasłużoną lekarkę pruszkowską, z przejściowego obozu dla chorych w Tworkach. Wiersz pełen buntu, marzenia i nostalgii, a zarazem tchnący wiarą w świetlane jutro.

List (19.X.1944)

Nie żegnaliśmy Ciebie z rozpaczą

Nie słuchaliśmy w drodze drzew płaczu –

I odeszliśmy, zda się, pogodnie

Z piosnką o tym żołnierzu – tułaczu.

…Bo nie wolno nam teraz, nie wolno

Serc swych łamać w takiej żrącej męce:

Mamy trudy przed sobą ogromne

A do pracy tylko własne ręce…

Więc też oczy nasze w długiej drodze

Oczy nasze nie biegły ku Tobie –

I zostałaś, samotna i wielka,

Rozmodlona w swojej strasznej żałobie.

My nie będziem tam płakać za Tobą,

Choćby serca w strzępy nam się darły,

Będziem mówić o Tobie w obozach,

Jak o żywej, nie jak o umarłej.

I dopiero po miesiącach… latach…

Kiedy skończy się nasza udręka,

Nadciągniemy, jak ptaki do gniazda,

By przed Tobą w milczeniu pokwękać

By powiedzieć, cudownej i świętej,

Żeś nam w sercach rozpaliła jasno

Taką miłość i wiarę, i siłę,

Że do śmierci nie zgasną, nie zgasną…

Wstanie wtedy świt przedziwnie jasny,

Świt perłowy z wstęgą tęczy mgławą…

Ty się zbudzisz do nowego życia,

Nasza, wielka, wyśniona Warszawo!

Teresa coraz bardziej słabnie, z trudem podnosi się z łóżka. Jakże niedawno, zaledwie przed trzema laty pisała: „Dlaczego nie mam takiej mocy,…”. Teraz nie skarży się, że nie ma siły by żyć jak dawniej. Jednak wykrzesała resztki sił, by 6 grudnia 1944 roku napisać swój ostatni wiersz:

Takieś mi jest odległe… (6.XII.1944)

Zachodzące słońce rozbłysnęło Bogiem,

A wśród pustego pola pewnie kona dzień…

…Takieś mi jest odległe, a tak bardzo drogie

Miasto moje promienne, miasto moich śnień…

Pewnieś teraz purpurą rozlśniło i złotem-

…Ach, tak… U tamtych teraz zmiana wart –

Ja wiem, że Ty przeczuwasz tę moją tęsknotę,

Że serce Twe gasnące z mego czerpie hart…

Pewno dlatego ono tak przedziwnie chore

I pełno w nim pustki, co rozsnuta w krąg.

…Jaka martwota zeszła na ziemię wieczorem…

Może nadzieja zgasła razem z dniem wśród łąk?

…Ach, pomyśl – Tyś tak smutna jako serce Boga,

Popatrz: Tak dziwnie mroczna i tajemna dal…

Pośród Twych krwawych gruzów przystanęła trwoga…

..Tak mi żal. Tak mi strasznie, bezgranicznie żal…

Choroba nasila się i w takim stanie dr Maria Bogusławska w końcu grudnia wywozi córkę do Zakopanego. Nie opuszcza jej nadzieja, że może to poprawi stan zdrowia Teresy. Niestety, stało się to, czego nikt się nie spodziewał: nagłe pogorszenie choroby, kryzys i straszliwa diagnoza – zapalenie opon mózgowych. 1 lutego 1545 roku Teresa Bogusławska , harcerka Szarych Szeregów, „Najmłodsza poetka okupowanej Warszawy” kończy swe młodziutkie życie. Żyła zaledwie 15 lat 6 miesięcy i 18 dni. Umierając była przytomna, pogodzona z nieuchronnością losu. Prosiła, by została pochowana w Warszawie na Powązkach obok żołnierzy poległych w Powstaniu Warszawskim i aby krzyż na jej grobie zwieńczała korona cierniowa.

Życzeniu Teresy stało się zadość – została pochowana w kwaterze 26 na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach obok poległych żołnierzy powstania. Na grobie stoi granitowy krzyż zwieńczony koroną cierniową, a u jego podstawy widnieje fragment Jej wiersza „Warszawski Chrystus”:

„Ciężka, ach, jakże ciężka cierniowa korona…

Jej ból szarpiący skronie, Warszawo Ty znasz!”

Powyższy tekst został opublikowany dwa lata temu na moim blogu: https://tomaszwitowski.salon24.pl/

O autorze

Tomasz Witowski

Polak. Katolik. Konserwatysta.