Select Page

„Wygnieciona koszulka rosyjskiego niedźwiedzia”

„Wygnieciona koszulka rosyjskiego niedźwiedzia”

Po prerii gruchnęła wieść, że stado bizonów pojawiło się w okolicach Czerskiej Przełęczy oraz, że Bartosz Kownacki, wiceminister Obrony Narodowej, jest podejrzewany o bliskie kontakty z putinowską Rosją. Oglala Lakota natychmiast rozpoczęli przygotowania do wyprawy łowieckiej, sprawdzając swoje łuki i strzały. Jedynie Wódz Szalony Koń, siedząc spokojnie przed swoim tipi, na wyprawionej skórze rosyjskiego niedźwiedzia, (-„Że jakiego niedźwiedzia? Rosyjskiego?” – „Tak, dobrze czytasz, rosyjskiego niedźwiedzia. Jak ci się nie podoba, to nie czytaj”), postanowił zainteresować się sprawą Pana Kownackiego. Pamiętał on bowiem dobrze, że gorące źródła bijące koło Czerskiej Przełęczy, wyrzucały kłęby zatrutej pary, która wprawiała w dziki amok wojowników wrażych plemion Lewunisów i Platformanczów.

11 lipca 2017 roku o godzinie 09:33, w Gazecie Wyborczej ukazał się tekst autorstwa Redaktora Michała Kokota zatytułowany: „FAZ: Rosyjskie kontakty prawej ręki Macierewicza”. Oczywiście przeczytałem go bardzo uważnie, poszukując odpowiedzi na pytanie: skąd u tekściarzy „Frankfurter Allgemeine Zeitung” taka troska o polskie bezpieczeństwo kontrwywiadowcze? Czyżby w Niemczech sprawa spalonego i splądrowanego Hamburga, była mniej istotna niż eskapady Pana Bartosza z 2012 roku? Zapytałem o to nawet „mojego człowieka na Czerskiej” – Pana Redaktora Romana Imielskiego. Oczywiście natychmiast otrzymałem jego wyczerpującą i płynną odpowiedź, z której nie wynikało dosłownie nic. Czego więcej mogłem się spodziewać? Pan Roman Imielski, z którym okładam się na Twitterze systematycznie od ponad roku, nie jest osobnikiem, którego można łatwo podejść.

Nie wnikając zbytnio w meandry tekstu Pana Kokota, powołującego się na tajemną wiedzę jakiegoś germańskiego znawcy Europy Wschodniej, Konrada Schullera, zwróciłem uwagę na frazę: „Tropienie powiązań Kownackiego…”. Wychodzi na to, że albo Pan Kokot stracił na chwilę komsomolską czujność i puścił w świat taką „niezręczność”, albo jest to otwarte przyznanie się niemieckich mediów, do hasania po polskich pastwiskach, w sposób dowolny i nieskrępowany. Obydwie opcje bardzo mnie niepokoją, bardziej nawet, niż Pana Posła Petru niepokoi stan polskiej praworządności, oraz dżdżysta pogoda na pewnej portugalskiej wyspie. Sądzę, że służby podległe Panu Macierewiczowi powinny dokładnie przyjrzeć się temu zjawisku.

Wideo „Bartosz Kownacki i jego podejrzane kontakty z Rosją. Tomasz Piątek: Rewelacje ‘FAZ’ pokazują, że wiceszef MON wspierał reżim Putina” zobaczyłem dopiero po przeczytaniu i analizie tekstu Kokota. We wspomnianym materiale filmowym, dwóch najwyższej próby dżentelmenów – Panowie Tomasz Piątek i Roman Imielski, opowiadają sobie o rzekomych peregrynacjach Bartosza Kownackiego do Rosji, jego powiązaniach z partią Zmiana i wiele innych uciesznych kupletów. Generalnie, przywołany wyżej tekst Kokota, jest częścią składową materiału Panów Piątka i Imielskiego. Tworzą wspólnie większą całość, mniej lub bardziej udaną, ale ich przekaz, podobnie jak treści są wręcz identyczne. Bardziej niż treść rozmowy zainteresowały mnie interakcje zachodzące pomiędzy Panem Romanem a Panem Tomaszem. Jakże oni są różni! Imielski zimny, bezwzględny zawodowiec, sprawnie operujący zarówno spojrzeniem jak i słowem, stał się niemal natychmiast „żandarmem” regulującym niespójny, dźwiękowy „akt oralny” Piątka. Podpowiadał, nakierowywał, pomagał wracać do wątku. Nauczyciel, który nie chce postawić uczniowi oceny niedostatecznej, pomimo iż ten nie nauczył się na pamięć zadanego wiersza. Przepaść między nimi podkreślał dodatkowo wygląd zewnętrzny. Pan Piątek był uprzejmy przyodziać swoje grzeszne ciało, w coś na kształt koszulki polo, bliżej nieokreślonego koloru, która lata świetności ma już dawno za sobą. Jestem też gotów zaryzykować twierdzenie, że gorący dotyk żelazka jest jej całkowicie nieznany. Generalnie wyglądał, przy starannie odzianym Panu Imielskim, jak Pan Czesio ze spółdzielni mieszkaniowej „Metalowiec”, który przyszedł naprawić cieknący kran. Może na tym poprzestanę i spuszczę wstydliwą zasłonę milczenia na całokształt wyczynów Pana Piątka, w całym tym przedsięwzięciu. Wszystkich oburzonych opisem wyglądu Pana Piątka informuję, że swoim anturażem wyraża on szacunek dla widzów.

Podsumowując – Gazeta Wyborcza kontynuuje grę mającą na celu zdeprecjonowanie całego MON. W tej części rozgrywki piłka jest podawana w trójkącie Imielski – Piątek – Kokot, bo ze względów praktycznych teutońskiego skrybę pomijam. Domyślam się, że do wykonania takiego zadania, Michnik wydelegował najlepsze siły jakimi dysponuje. Jeśli tak, to „kaczystowski reżim” może spać spokojnie, bo jedynym jasnym punktem jest Imielski, ale on sam cudów nie zdziała.

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 12 lipca 2017 r.